Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chatka Puchatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chatka Puchatka. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 sierpnia 2010

Jogurtowe ciasto Ani

Ania jest osobą zawsze energiczną i zawsze uśmiechniętą - no, prawie zawsze, ale mnie zawsze będzie się kojarzyć właśnie tak: burza rudych loków i uśmiech od ucha do ucha :D

Pewnego razu, w ataku głupawki, wyśpiewywałam przedwieczną piosenkę o najłatwiejszym cieście w świecie, którego nic a nic się nie gniecie. W miejsce, w którym była mowa o składnikach, wstawiałam la la la la la , bo zapomniałam słów :DDDDDD

Wszyscy mieli mnie już dość - bezskutecznie próbowałam sobie przypomnieć tekst, będący dokładnym przepisem na całkiem niezłe ciasto :D I wtedy wpadła, jako anioł z nieba, Ania i ryknęła: O, śpiewasz o jogurtowym :DDDDDDD I podała mi przepis :DDDDDDDDD

Dziś zobaczyłam śliwki na straganie: śliczne, fioletowe z niebieskim nalotem i złote w środku....... I zapragnęłam placka drożdżowego ze śliwkami. Jest tylko jeden problem: nie umiem piec :D Naprawdę nie umiem piec ciast. No, może kilka, ale naprawdę niewiele i to tylko te, które są naprawdę idiotycznie proste. 

Poprosiłam Anię znowu o przepis i upiekłam sobie ciasto jogurtowe ze śliwkami. 

W roli głównej wystąpiły dziś śliwki, ale może być każda inna diva co spadła z drzewa. W pozostałych rolach występują: 2 jajka, 2 i pół szklanki mąki, 1 szklanka cukru i cukier waniliowy, szklanka jogurtu (albo innego mlekopochodnego napoju) i pół szklanki oleju. Statystują 2 łyżeczki proszku do pieczenia, cynamon, imbir, kurkuma.

Umieścić wszystkich aktorów drugiego planu i statystów w misce i potraktować ich mikserem, ale olej dodać na końcu. Kurkuma (wymysł własny - niekonieczny) zapewni śliczny żółciutki kolor. Przelać tę mieszaninę do foremki (masło i bułka tarta), a na wierzchu ułożyć śliwki. Wstawić do piekarnika (170 stopni na 45 minut - około - szturchać patykiem - nie oddaje :DDDD). Poczekać cierpliwie, a pod koniec oczekiwania wykonać sobie herbatkę.

Gdyby nie mój kompletnie nieprzewidywalny piekarnik, pokazałabym ciasto w całości - niestety - dzisiejsza diva wyglądała jakby nadużyła solarium. 

Ale nic to - i tak wszystko zostało pożarte w mgnieniu oka - dziękuję Aniu - było pyszne :DDDDDDD






A tu dokładny tekst piosenki Pani Alicji Woy - Wojciechowskiej, którą zapomniałam:
Żeby w domu było miło, tak, tak, tak,
Żeby coś dobrego było, tak, tak, tak,
By pachniało wakacjami, tak, tak, tak,
Zrobię ciasto ze śliwkami, tak, tak, tak.

Szklankę mąki, cukru szklankę,
Zaraz wsypię do miseczki,
Potem proszku do pieczenia,
Dodam jeszcze dwie łyżeczki,
I dwa jajka i na koniec
Roztopionej margaryny
I zamieszam tylko tyle,
By się razem połączyły.

Najłatwiejsze ciasto w świecie, tak, tak, tak,
Nic, a nic się go nie gniecie, tak, tak, tak,
Ty potrafisz także upiec, tak, tak, tak,
Nawet, gdy nie jesteś zuchem, tak, tak, tak.

Teraz śliwki poukładam,
W natłuszczonej tortownicy
I do pieca włożę ciasto
Na około pół godziny,
A gdy będzie już gotowe,
Znaczy chrupkie i rumiane,
To zaproszę koleżanki,
Babcię, dziadka, tatę, mamę.

Najłatwiejsze ciasto w świecie, tak, tak, tak,
Nic, a nic się go nie gniecie, tak, tak, tak,
Ty potrafisz także upiec, tak, tak, tak,
Nawet, gdy nie jesteś zuchem, tak, tak, tak.

piątek, 26 czerwca 2009

Ciasteczka Kasi - PYYYYYYYYYSZNE

W czasie plenerów słodyczami dokarmia nas Kasia G. Poniższe kruche ciasteczka są fenomenalne i nawet ja, choć ze słodyczy najbarzdziej lubię pieczony boczek :DDD, pożerałam je łakomie.

Kasiu - dziekuje za przepis - w życiu nie wpadłabym na pomysł z mąką bezglutenową.
Poniżej oryginalny list Kasi:

Kasiu,
przeczytałam sagę o kindziuku i sie załamałam - ja nic tak pięknego nie wymyślę! :( W dodatku wszystkie ciasteczka spałaszowane - nie ma co fotografować :( chyba, ze Ty upieczesz - i i pokażesz jak TO wygląda, a może wyglądać jak kto woli - albo w postaci pokrojonych kawałków ciasta jak to było na plenerze, albo w postaci kwiatków, serduszek lub innych kształtów wedle foremek do pierniczków jakie znajdzie sie w szafce :)).

A przepis jest takowy:
400 g mąki (chociaż najlepiej wychodzi, kiedy pół na pół zmiesza się z mąką bezglutenową - są bardziej delikatne)
275 g miękkiego masła
150 g cukru - pudru
szczypta soli

Najpierw miesza sie mąkę, masło i sól, a na koniec dodaje cukier-puder (chociaż nie wiem czemu - ja zazwyczaj mieszam wszystko naraz ;))

Ciasto można rozwałkować pomiędzy dwoma kawałkami papieru do pieczenia na placek o grubości ok. 1cm lub trochę mniej... i albo od razu powycinać odpowiednie kształty, albo najpierw wstawić do piekarnika (piec oczywiście na owym papierze do pieczenia) nagrzanego na 200 stopni na ok. 20 minut (jeśli jest zmieszane z bezglutenową mąką to odpowiednio krócej, ok. 14 minut), a wyciąć kształty (lub pociąć na prostokąty) zaraz po wyciągnięciu z piekarnika. Wtedy tez należy owe ciasteczka lekko posypać cukrem - najlepiej trzcinowym :)

A potem... potem chyba zostaje jedynie albo je albo zjeść od razu albo poczęstować przyjaciół, albo schować do puszki i cieszyć się, że ma się w domu coś smacznego :)

Prawda, że przepis prościutki? Warto spróbować - żadne sklepowe ciacha nie mogą się równać z tymi kasinymi.

Dziękuję Kasiu :)

wtorek, 2 czerwca 2009

Rozpustne wspomnienie PRL- u...

.... czyli BLOK CZEKOLADOWY.

Cudowne wspomnienie dzieciństwa, kiedy wszystko było reglamentowane (cokolwiek to znaczyło) i wszystko było na kartki. Również, niemal wszystkie, składniki wspomnianego bloku. Jak ktoś miał szczęście i rodzinę na wsi, to w bloku znajdowało się też orzechy: włoskie i laskowe.

Wykonywanie tego rarytasu należało do mnie i doprowadzało moją Mamę do pasji szewskiej, bo skamieniałe resztki bloku nie chciały za skarby świata opuścić garnka. W dodatku z lodówki znikało kartkowe masło, kakao, mleko w proszku (którego nikt w domu nie jadł, ale jakimś dziwnym trafem znajdowało się w szafce na zlewem). Na szczęście orzechy od Dziadka Tadeusza nie były na kartki i rosły sobie radośnie i w dużych ilościach i nikt mi nie ograniczał spożycia tychże :D

Na plenerze w Suścu, w ubiegłym roku, przypomniała mi go Małgosia :) Poniżej składniki i przepis :
- mleko w proszku 500 gramów (może być takie w niebieskiej paczuszce - wtedy blok będzie oryginalny: twardy jak nieszczęście i można nim dokonać uszkodzeń ciała, albo takie dla niemowląt od 2 miesiąca życia, wzbogacone żelazem - wtedy blok jest miękki - chyba wole taki właśnie)
- kostka masła
- pół szklanki wody lub mleka
- łyżek kakao 2 do 6 - zależy o jakiej mocy ma być blok
- 2 szklanki cukru
- herbatniki (2 paczki np. takich z miodem i mlekiem)
- po całej paczce orzechów włoskich, laskowych i migdałów - to wersja grzeszna i rozpustna :D

Należy zagotować wodę lub mleko, rozpuścić w nim masło, kakao i cukier. Przestudzić, bo jak się tego nie zrobi, to powstaną kluchy z mleka w proszku. W sumie mogą sobie być te kluchy :) - tworzą ładny, marmurowy deseń :D Więc teraz to mleko w proszku wsypujemy do przestudzonej mazi na bazie mleka, wsypujemy rozkruszone na grube kawałki herbatniki i cały wspomniany nabój z byle jak posiekanych orzechów orzechów.

Moje córki - Trzy Świnki - żądają teraz bloku co najmniej raz w tygodniu. Stwierdziły, że wcale te karki nie były takie złe skoro zmuszały do robienia rzeczy tak pysznych jak powyższy blok :D

P.S.: Średnia Świnka poprosiła Nano Świnkę o wykonanie bloku w celu pozyskania oceny w szkole (dziateczki otrzymują cenę od Pana od Historii za przytarganie i okazanie w nienudny sposób widm PRL- u - jeden z kolegów Świnki pofatygował sie do szkólki z ........ Franią :DDDD).
Świnki otrzymały za blok i opowieść o tymże piątkę :DDDDDDD Ja dostałam garnek do zmywania i refleksję o mojej wkurzonej Mamie. Mamo - przepraszam za te garnki po czekoladzie - już wiem dlaczego sie tak wściekałaś :DDDDDDDDDD